Tak ciężko jest spotkać realnego Mistrza, takiego z krwi i kości, którego mogę dotknąć nie tylko przez kartkę zadrukwoanego książkowego papieru. W swoim życiu spotkałam dwoje Mistrzów. On i Ona. I niech tyle będzie o nich. Moze sobie nie zyczą...
A reszta moich Mistrzów znana mi jest z Książek, Sztuki, Teatru. To takie Muzy, dostarczają mi one chęci do życia, trwania i szukania.
Po spotkaniu z prawdziwą Muzą i prawdziwym Mistrzem przez parę dni jestem wyjęta z tej współczesności nieszczęsnej i siedzę gdzieś tam w obłoku, patrzę na wszystko z boku... :)
I w tym uniesieniu chcę trwać i trwać, bo nie ma w tym cienia trwogi, gonitwy, żalu. Ot taka błoga drętwota uczuć zlych. Niech trwa... niech trwa!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz